W świecie księgowości, finansów i biznesu jakość decyzji zależy od jakości informacji. Niestety coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której trudno odróżnić fakty od opinii, interpretacji, a czasem nawet celowej manipulacji. Dotyczy to zarówno mediów społecznościowych, jak i wiadomości branżowych, materiałów marketingowych czy informacji generowanych przez sztuczną inteligencję.
Problem ten nie jest nowy. Nowe są jednak skala, szybkość i narzędzia, dzięki którym nieprawdziwe lub zniekształcone informacje mogą rozprzestrzeniać się w ciągu kilku minut do milionów odbiorców.
Jednym z najważniejszych źródeł dezinformacji jest selektywne przedstawianie danych. Polega ono na pokazywaniu wyłącznie tych informacji, które potwierdzają określoną tezę, przy jednoczesnym pomijaniu danych niewygodnych. W efekcie odbiorca otrzymuje obraz częściowo prawdziwy, ale prowadzący do błędnych wniosków.
Drugim zjawiskiem jest anegdotyzacja, czyli zastępowanie danych pojedynczymi historiami. Przykład jednego przedsiębiorcy, jednej firmy lub jednego przypadku może być bardzo sugestywny, ale nie musi reprezentować szerszej rzeczywistości. W praktyce często słyszymy: „u mnie się sprawdziło”, co nie oznacza jeszcze, że rozwiązanie będzie skuteczne w innych warunkach.
Coraz większe znaczenie mają także algorytmy mediów społecznościowych. Ich zadaniem jest utrzymywanie uwagi użytkownika, dlatego promują treści wywołujące emocje, zdziwienie lub oburzenie. Prawda nie zawsze wygrywa z atrakcyjnością przekazu.
Kolejnym problemem są halucynacje sztucznej inteligencji. Modele językowe potrafią generować przekonująco brzmiące odpowiedzi, które zawierają nieistniejące przepisy, błędne interpretacje lub fikcyjne źródła. Fakt, że odpowiedź brzmi profesjonalnie, nie oznacza jeszcze, że jest poprawna.
Szczególną kategorię stanowią deepfake'i. Są to wygenerowane komputerowo obrazy, nagrania głosowe lub filmy przedstawiające osoby wykonujące czynności lub wypowiadające słowa, które nigdy nie miały miejsca. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji odróżnienie materiału autentycznego od spreparowanego staje się coraz trudniejsze.
W praktyce dezinformacja wykorzystuje wiele technik:
- deepfake – fałszywe nagrania audio i wideo,
- fake news – całkowicie zmyślone informacje,
- clickbait – sensacyjne nagłówki nieodzwierciedlające treści,
- cherry picking – wybieranie wyłącznie wygodnych danych,
- manipulację statystyczną – prezentowanie danych w sposób prowadzący do błędnych wniosków,
- fałszywy autorytet – powoływanie się na osoby niemające kompetencji w danej dziedzinie,
- wyrwanie z kontekstu – cytowanie fragmentów bez uwzględnienia całości wypowiedzi,
- astroturfing – sztuczne tworzenie pozorów poparcia społecznego,
- boty i farmy komentarzy – automatyczne wzmacnianie określonych przekazów,
- generowanie syntetycznych treści przez AI.
|
| Ilustracja: ChatGPT Plus |
Z perspektywy podejścia dowodowego najbardziej niebezpieczne nie są informacje całkowicie fałszywe, lecz te, które znajdują się pomiędzy prawdą a fałszem. Zawierają one elementy zgodne z rzeczywistością, lecz jednocześnie pomijają istotne dane, zniekształcają kontekst lub sugerują wnioski niewynikające z przedstawionych dowodów.
Dezinformacja często nie polega więc na tworzeniu fikcji, lecz na selektywnym zarządzaniu prawdą.
W praktyce odbiorca otrzymuje narrację, która wydaje się wiarygodna, ponieważ opiera się na rzeczywistych faktach, jednak prowadzi do nieuzasadnionych przekonań lub decyzji. Właśnie dlatego w podejściu Evidence-Based Accounting kluczowe znaczenie ma nie tylko pytanie „czy to jest prawda?”, ale również „czy przedstawiono całą prawdę potrzebną do podjęcia decyzji?”.
Jak można się przed tym bronić?
Podejście Evidence-Based Accounting proponuje kilka prostych pytań:
- Skąd pochodzi ta informacja?
- Czy można zweryfikować źródło?
- Czy istnieją niezależne źródła potwierdzające tę tezę?
- Czy przedstawiono wszystkie dane, czy tylko wybrane?
- Czy mamy do czynienia z opinią, interpretacją czy dowodem?
- Czy ktoś może odnieść korzyść z rozpowszechniania tej informacji?
W praktyce największym zagrożeniem nie jest pojedyncza fałszywa informacja. Jest nim podejmowanie decyzji na podstawie informacji, których wiarygodności nigdy nie sprawdziliśmy.
Dlatego pierwszym krokiem do zarządzania opartego na dowodach nie jest posiadanie większej ilości danych. Jest nim nauczenie się odróżniania danych od opinii, a dowodów od przekonań.
0 Komentarze